I wtedy przyszedł maj... leci w głowie wraz z nadejściem maja. Zakwitł bez. Rozglądam się i widzę go na każdym kroku. Podchodzę i wdycham ten piękny zapach. Zrywam kilka gałązek do wazonu żeby nacieszyć nim oko. Wypijam pyszną kawę. Maj, początek maja. Co mi przyniesiesz? Może trochę wewnętrznego spokoju, pewności siebie i dystansu do siebie? Młodość, myślę sobie, ma w sobie tyle niepewności.. Niepewności siebie, dnia jutrzejszego, przyszłości, wszystkiego. To niepewne miotanie się, zamartwianie i ciągłe myślenie. A to młodość przecież, mówię, nie powinno tak być. Może spokój, radość dnia dzisiejszego i dystans przyjdą z wiekiem? Może to wszystko co najlepsze jeszcze przede mną?