Lubię te nasze poranki. Po 7 zaczynam przygotowywać śniadanie, o 7.30 zawijamy się w ciepłą kołdrę i koc, blisko siebie, jemy i coś oglądamy. To tylko kilka,kilkanaście wspólnych minut, jednak jest to nasz wspólny, nowy rytuał, który bardzo,bardzo lubię. Cieszę się też bardzo, że R. przekonał się do jedzenia śniadań w domu. Dziś, przepyszne kanapki z pastą z soczewicy i suszonych pomidorów. Świeżo upieczony chleb mojej Mamy. Rooibos z miodem. Koniecznie największy kubek, żebyśmy mogli wypić te herbatkę na pół. Do towarzystwa, Przepis na Życie. Przepis uwielbiam i cieszę się, że znowu jest emitowany. W godzinach dla mnie idealnych, bo zaczyna się już od 7.15. To akurat czas śniadania. Potem wspólnie się szykujemy. Nakładam makijaż, w tle leci jeden z ulubionych seriali.
Przyszedł Wrzesień. Mój ulubiony miesiąc. Wrzesień to zawsze dla mnie nowy początek. Wrzesień kojarzy mi się z początkiem roku szkolnego, a te pierwsze szkolne (licealne) dni zawsze bardzo lubiłam. I biała koszula na 1 września. Nowa ramówka telewizyjna, coś na co zawsze bardzo czekałam i czym się ekscytowałam. W tym roku powraca Brzydula! Brzydula, którą oglądałam codziennie będąc w gimnazjum. Nowy odcinek leciał bodajże codziennie około godziny 18. Cieszę się niezmiernie tym serialowym powrotem i to jeszcze w tym jesiennym okresie.
Wychodzimy razem do pracy. Jestem w dobrym humorze, po zdanym egzaminie, w ślicznej nowej koszuli, świeci słońce (cały ostatni tydzień padało), po pracy mamy plan wybrać się na wspólne zakupy.
- Czujesz tę jesień w powietrzu? - pytam
- Nie. - mówi.
Śmieję się. Cały R.
- Czuję chłodne powietrze.
- No właśnie! - ekscytuję się!
- Takie samo było w marcu - mówi jeszcze
- Nie! To jest chłodne, jesienne powietrze! - mówię przejęta.
Cała ja. Dla mnie poranki wrześniowe pachną jesienią. To taki rześki powiew świeżości po upalnym lecie.
Wczesna jesień. Orzechy laskowe, pyszne jabłka, domowe leczo mojej Mamy, drzewa powolutku zaczynają zmieniać kolory, poranki są już chłodniejsze. Robi się jesiennie, pięknie.